r/Polska • u/Pieck6996 • 1h ago
Ranty i Smuty Nawet jak się zarabia dużo, to te stawki psychologów są zbyt wysokie
200zł za 50 minut konsultacji, gdy samemu się zarabia 100 netto na godzinę przed wejściem w drugi próg - wydaje mi się, że to za dużo.
Za 200zł mógłbym zaprosić kogoś na obiad, koncert, mógłbym się socjalizować i mój "problem" byłby rozwiązany. Więc technicznie u mnie psychologia się po prostu nie opłaca. Tylko muszę się przekonać do wydawania pieniędzy na ludzi, których jeszcze nie znam, żeby później ci ludzie sami wydawali na mnie pieniądze, albo nawet chcieli przebywać ze mną bez wydawania tych pieniędzy. (Edit: Ale to też transakcyjne podejście do życia.)
Czyli dosłownie problemem jest to, że nie lubię wydawać pieniędzy. Ale to zakłada, że inni ludzie będą się zgadzali na spotykanie się jeśli zaoferuję kupno jakiegoś biletu. A to może nie być prawda. Ja jakbym usłyszał coś takiego, to uznałbym, że ten ktoś chce ode mnie czegoś złego i bym się nie zgodził. Nawet więcej - nie zgodziłem się na pójście na darmową imprezę, na którą zostałem zaproszony, bo już samo to, że ktoś gdzieś mnie chciał wydało mi się podejrzane. Może dlatego, że zaprosił mnie troszkę starszy facet. Nie wiem, może to homofobia. Może jestem homofobem ostatecznie, mimo, że tak nie uważałem. A może próbuję to jakoś racjonalizować zamiast po prostu powiedzieć, że bałbym się każdej imprezy. Może to jednak nie jest zinternalizowana homofobia. Ale to nadal coś, żeby się zastanowić i przeanalizować.
Ale to też nie jest prawda, że nie lubię wydawać pieniędzy, bo chodzę na koncerty, sam, ale chodzę. Kupuję figurki anime za setki złoty, płacę za jakieś parasocjalne znajomości internetowe i na żywo (w sensie nie seksualne, ale np. donejty na streamie gdzie jest mniej ludzi, albo kupno rękodzieł i przy okazji rozmowa twarzą w twarz).
Czyli kłamię z tym, że nie lubię wydawać pieniędzy.
Może po prostu nie mam na kogo wydawać pieniędzy na co dzień. Oprócz na siebie.
Dopiero na studiach zacząłem zauważać, że można chcieć czegoś co kosztuje trochę więcej. Wcześniej wszystko co chciałem musiało być bardzo tanie, albo cena w przeliczeniu na czas w godzinach musiała dążyć do zera. Np. kino nie bo drogie bilety w przeliczeniu na godziny filmu, ale gra sandbox już tak, bo można było ostatecznie policzyć, że kosztowała parę groszy za godzinę. Albo gry od Valve gdzie można było sprzedawać za euro przedmioty, które się dostawało losowo.
Może to był ten tzw. "umysł biedaka". Może tak sobie tylko mówię. Może każdy tak ma.
Może jestem dopiero w środku jakiegoś etapu, gdzie wydaję pieniądze na siebie, ale jeszcze nie wydaje pieniędzy na kogoś. Może to, że daję na gry streamerce to jest mój bezpieczny sposób na oswojenie się z tym. Zauważyłem, że na początku dawało mi to wrażenie zimnych palców itd. mimo tego, że było to też trochę ekscytujące. Przypomniało mi to jaką miałem reakcję gdy dawałem prezentację na studiach o sobie. Albo jak na spotkaniach zainteresowań zabieram głos i się stresuję. Takie samo uczucie. Wydaje mi się, że to ostatecznie wina tego, że w zerówce zostawili nas raz z sprzątaczka, która chciała pobawić się w nauczycielkę i mówiła "po co się odzywasz jak dajesz złą odpowiedź". Raz tak tylko było, ale pamiętam. I tak było zawsze później, odzywałem się tylko wtedy jak byłem na 110% pewny, że mówię coś poprawnego. Ostatnio z powodu pracy zaczynam mówić wtedy kiedy jest potrzebne, żebym coś powiedział, nawet jak nieprecyzyjnie. Więc to się zmienia.
Nie wiem, poźniej się jeszcze zastanowię jeszcze raz.