Słowo wstępne, ja M26 mam kuzyna M30 o drastycznie odmiennych poglądach politycznych, dla klarowności moje poglądy tez nie należą do centrycznych więc napięcie miedzy nami jest tym bardziej zacięte, w skrócie jestem lewakiem głosującym zazwyczaj na Razem a on jest prawakiem głosującym na Brauna.
Podczas spotkań rodzinnych często zaczyna on próby nawracania moich rodziców innych krewnych używając różnorakich argumentów które zasłyszał od swoich idoli politycznych, albo używając swojego "researchu" od źródła, czyli mówił ze "czasami sobie puszcza rosyjską telewizje by usłyszeć jak to naprawdę jest". Moi rodzice jak i jego, jako że należą do ludzi z rocznika ok 1960 są bardzo podatni na narracje anty unijne, antyniemieckie, antyukraińskie mimo moich prywatnych prób deradykalizacji (za ich pozwoleniem, przedstawiłem informacje z mojej perspektywy, i zwykle się ze mną w znacznym stopniu zgadzają), ale mimo wszystko w spotkaniach rodzinnych należą do tych którzy raczej przytakną niżeli się postawią.
Problemu by nie było gdybym mógł aktywnie siedzieć w tym towarzystwie, i mówić z czym się nie zgadzam a z czym się zgadzam, i na żywo obalać to co mój kuzyn mówi. Ale jest to niestety niemożliwe. A to wszystko zaczęło się podczas ostatniej wigilii, mój kuzyn rozpoczął temat antyukraiński, antyeuropejski, na początku się nie odzywałem bo mimo wszystko zdaje sobie sprawę o naszych odmiennych poglądach i normalną debatą jego zdania nie zmienię. Ale coś we mnie pękło kiedy zaczął bronić akcji Putina na Ukrainie, zrzucając winę i nawiązywać do spisku między Niemcami, Tuskiem a Prezydentem Ukrainy, który ma sprowadzić wojnę do polski (??? przecież to nie ma najmniejszego sensu???). Zaczął wymieniać typową Braunowską liste propagandową i nie wytrzymałem. Dołączyłem się do dyskusji, nie po to by go nawrócić, ale aby chociaż był w tym domu jakiś dom rozsądku (przynajmniej tak mi się wydaje, moja perspektywa jest BIASed, ale jakiś głos sprzeciwu zawsze jest lepszy niż jego brak jeżeli chodzi o formowanie opinii), zwłaszcza że mój brat, moi rodzice, jego rodzicie bardzo wciągnęli się w te jego ukrytą prawdę. Powiedziałem:
"Kuba, muszę ci tu przerwać, ponieważ nie mogę tego słuchać. Dlaczego bronisz interesu kraju który okresowo próbuje toczyć wojnę informacyjną w naszym kraju, zaatakował suwerenny kraj, nie widzi problemu z mordowaniem cywilów." i od tego momentu zaczęła się kłótnia, najgorsze jest, że on atakowałem kolejnymi fałszywymi argumentami zanim ja nadążałem z obalaniem ich, a jak nadążałem to przerywał mi krzykiem. W pewnym momencie, mój błąd, samemu dałem się ponieść emocją i zaczęła się kłótnia rodzinna mieczy moimi rodzicami i jego, miedzy mną a nim. I skłóceni byliśmy na dobre 3 miesiące.
Od tego czasu mam 'zakaz' poruszania tematów politycznych w rodzinnych zebraniach, i raczej się tego przestrzegam. Problem jest, tez zakaz dotyczy tylko mnie. Jak mój kuzyn przychodzi i zaczyna znów być rosyjskim heraldem to jedyne co mogę zrobić to słuchać aż się we mnie gotuje, albo po fakcie, napisać posta na reddicie xd
Pisze właśnie bo dziś była podobna sytuacja, mój kuzyn znów zaczął mówić anty europejskie wiązanki, spiski ukraińskie wymyslał, a tylko dlatego, że mój tata powiedział:
"Trump to też kawał sukinsyna jak sobie po kryjomu nawiązał ugode z Putinem, i każdego kopnął w tyłek"
na co mój kuzyn xdd ofc z podniesionym głosem "JA JUŻ BARDZIEJ UFAM PUTINOWI NIZ TYM SPISKOWCĄ UNIJNYM I ZAłEŃSKIEMU, POLSKE CHCĄ SPRZEDAĆ".
Nie wytrzymałem, wszedłem do pokoju by coś powiedzieć i od razu zostałem wyprowadzony przez moją matkę, i dała mi na rozstanie pare surowych słów o tym bym "Nie przesadzał znowu"
Jak radzicie sobie z podobnymi sytuacjami? Nie chcę za każdym razem wywoływać rodzinnej awantury, ale nie zamierzam też udawać, że zgadzam się z tym, co mówi. Zwłaszcza że zakaz dyskutowania o polityce najwyraźniej obowiązuje tylko mnie.